Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 7

-Co do ...! - krzyknęłam.Ale zwierzę zniknęło już z maski.Nie zdążyliśmy się nawet zatrzymać a lis pobiegł przed siebie.
-To tylko zwierzak,na szczęście nic mu się nie stało,ani nam. - odetchnął z ulgą.Nie wygląda na typka,który dba o dobro zwierząt.Ruszył dalej drogą, skręciliśmy w moją ulicę.Nie mieliśmy przypadkiem jechać do jego domu?Pewnie stwierdził,że nie będzie mnie niańczył.Ale ku mojemu zdziwieniu skręcił w inną stronę niż posiadłość moich rodziców.Przejechaliśmy jeszcze jakieś pół kilometra i zatrzymaliśmy się na podjeździe jakiegoś domu.Chwila  bawiłam się w nim jak byłam mała.Wtedy była to jeszcze opuszczona rudera z powybijanymi oknami.Teraz dom wyglądał jak całkiem nowy.
-Wow .. mruknęłam bardziej do siebie.
-Ty masz większy. - powiedział Will, dopiero teraz przypomniałam sobie,że siedzimy w samochodzie,a silnik jest już wyłączony.}
-Nie ja tylko moi rodzice. - bąknęłam i wysiadłam z samochodu.
Will wprowadził mnie do mieszkania.Zaproponował coś do jedzenia ale najadłam się samymi wrażeniami z dzisiejszego wieczoru.W środku domu - co mnie zdziwiło - było kolorowo.Nie tak kolorowo,żeby wyglądało,że ktoś tu wpuścił  tęczę ale ściany były kolorowe  - niebieskie,żółte,zielone nawet czerwone.Nie spodziewałabym sie takiego wystroju wnętrza po chłopaku,pewnie jego wuj miał dziwne poczucie stylu.A własnie wuj...
-A gdzie twój wujek?Nie zezłości się,że tutaj zostanę- zapytałam
-Aaa o to Ci chodzi... Ta bajeczka z wujem była wymyślona z czystej potrzeby bo gdybym powiedział,że przeprowadziłem się tutaj sam i to jeszcze mam tyle kasy to wzięli by mnie za jakiegoś gangstera czy coś takiego. - tłumaczył się chodź nie było takiej potrzeby.Nie byłam nad wyraz ciekawską osobą.Usiadłam na kanapie.Will podał mi parujący kubek. - Skoro nie chcesz jeśc to przynajmniej wypij cos ciepłego.-Przyjęłam kubek.Była w nim gorąca czekolada z piankami.Uwielbiam tego faceta!
-Dziękuję - powiedziałam uśmiechając się nieśmiało kiedy usiadł obok mnie.- Mógłbyś mi wytłumaczyć co się dziś stało.Wszystko dla mnie było dziwne. -Odwrócił ode mnie wzrok, przeczesał ręką włosy ale nic nie odpowiedział.Już chciałam powtórzyć pytanie kiedy przemówił.
-Słuchaj sam nie wiem co się tam stało.Wiem tylko,że nie powinno się to zdarzyć....Nigdy.- dodał po chwili
-Co nie powinno się zdarzyć?To,że zostałam przywalona przez stereo, przez twojego przyjaciela czy to,że ożyłam jak Frankenstain? - zapytałam - Nie możesz mi powiedzieć kim jesteście lub kim ja jestem?
-Gdybym wiedział czym jesteś - "czym" jestem jakąś rzeczą, jakimś potworem z bagien, którym straszy sie małe dzieci? - pewnie nie dziwiłbym się tym co się stało.Myślałem,że jesteś.. - urwał i podniósł się  z kanapy.
-Że jestem czym? - zapytałam.Jednak coś wiedział i ten drugi też.
-Nie ważne - bąknął pod nosem 
-Jak to nie ważne! - warknęłam - Właśnie stało się coś niewytłumaczalnego,a to co ty wiesz może okaząc się wskazówką dla mnie,a ty tylko mówisz mi nie ważne!? - do oczu napłynęły mi łzy - Może powiesz mi chociaż CZYM ty jesteś? - zaakcentowałam wyraźnie środkowe słowo - łzy ciekły mi po policzkach.Obrócił się z bólem wymalowanym na twarzy.
-Powiem Ci co wiem, tylko nie płacz - podszedł do mnie i przygarnął mnie do siebie,zdziwiło mnie to , nawet bardzo.-Nie będziesz? - zapytał z nadzieją w głosie.
-Nie - ucięłam bo chciałam już poznać prawdę.Westchnął głęboko i pociągnał mnie na kanapę.
-Wiem tylko tyle,że nie jestes ludzkim dzieckiem.Jesteś anielskim dzieckiem,a dokładniej dzieckiem upadłych aniołów. - zaniemówiłam, o czym on gada?Anioły?To dziecinne opowiastki.
-To idiotyczne- bąknęłam.-W sumie przestaję wierzyć w to że "Zmartwychwstałam" jest cos takiego jak śmierć kliniczna. - przejechałam ręką po twarzy. - Musieli mi cos dolać do tej coli.Bo przecież nie jesteś jakim Archaniołem, który chce mnie zabić,prawda? - I teraz zrobiłam z siebie kretynkę bo opowiedziałam mu jakąś moją halucynację.Ale on spojrzał na mnie zdziwiony i przerażony jedocześnie.
-Skąd wiesz? - zapytał po chwili tępego wpatrywania się we mnie.
-Nie mów mi,że serio nim jesteś - zaczęłam się śmiać, skrzywił się  i odwrócił ode mnie. - No , w każdym razie to gdybyś nim był Aniołku to miałeś mnie zabić...Czekam.. - co ja wygaduję?
-Co ty pleciesz?Gdybym chciał Ci zrobić krzywdę zrobiłbym to już dawno,a nie bawił się w kotka i myszkę.Nie potrafiłbym zrobić Ci krzywdy. - w jego oczach malował się ból.Było mi go szkoda,miałam ochotę go przytulić.Serio przytulić.Może to on wlał mi coś do drinka,żeby mnie tu zwabić i ...
-Jestem zmęczona,mam już dosyć na dziś.Odwieź mnie do domu. - powiedziałam ruszając w kierunku drzwi,miałam już nacisnąć na klamkę kiedy Will pociągnął mnie za rękę.
-Nie możesz tam dziś wrócić.On będzie Cię szukał. - patrzył na mnie błagalnie
-Przejdę się to nie daleko. - chciałam wyrwać się z jego uścisku ale na to nie pozwolił.
-Nie.On może Cę dopaść po drodze. Zostań tutaj na jedną noc.Jutro się tym zajmę,obiecuję. - westchnęłam i pokiwałam głową, nie miałam ochoty na to żeby ktoś napadał na mnie w środku nocy.
-Skoro to twój przyjaciel to chyba wie,że tu mieszkasz.Tu mnie nie znajdzie? - Sama sobie przeczytałam,raz wierzyłam w to do mówił i to co się stało, a raz uważałam to za bajeczkę.
-Nie odważyłby się.Jestem od niego młodszy ale silniejszy. Chodź zaprowadzę Cię do pokoju żebyś mogła się położyć -Pociągnął mnie w stronę ogromnej sypialni urządzonej w przeciwieństwie do salonu i kuchni po męsku.Ogromne łóżko stało w centralnej części pomieszczenia i posłane było granatową pościelą.Ściany były koloru białego lub kremowego, w tym świetle nie mogłam odróżnić odcieni. - Prześpię się w pokoju gościnnym. - stwierdził po czym pocałował mnie w policzek i wyszedł.Stałam oniemiała,dlaczego to zrobił?Byłam zbyt zmęczona na rozmyslanie ,rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
Obudziło mnie słońce wdzierające się nie miłosiernie przez zasłony.Otworzyłam powoli oczy i zastygłam.Gdzie ja byłam?Ten pokój nie był mój...I przypomniałam sobie wczorajszy wieczór. Wstałam z łóżka i wzięłam telefon z szafki nocnej,zobaczyłam na godzinę 9:55. Spojrzałam na siebie w wielkim lustrze, które było przymocowane do drzwi szafy.Moja koszulka była cała we krwi, tak samo jak włosy, całe szczęscie jensy miały tylko jedną kropkę.Wyszłam z sypialni i udałam się w kierunku kuchni.Will siedział przy wysepce kuchennej,popijał kawę i przeglądał kanały w telewizji,zatrzymując sie na każdych wiadomościach.Pewnie sprawdzał czy nie ma żadnych informacji na temat wczorajszego wypadku.Kiedy mnie zauważył uśmiechnął się promiennie, co mnie lekko zszokowało, ale odwzajemniłam go najszczerzej jak potrafiłam.
-Część, wyspałaś się? - zapytał
-Hej, tak masz bardzo wygodne łóżko chyba podmienię je ze swoim - zażartowałam 
-Cieszę się.Przygotuję Ci coś do jedzenia,a ty idź weź prysznic.Łazienka to te brązowe drzwi w sypialni - podniósł się ze swojego miejsca i ruszył w kierunku lodówki
-Will - zagadnęłam bo uświadomiłam sbie,że przecież nie mam co na siebie włożyć.Odwrócił się - Muszę się w coś przebrać - wskazałam ręką na swój strój.
-Och, no tak - wszedł do sypialni,a po chwili wrócił z czarną koszulką w ręce - Niestety nie mam nic innego - podał mi ubranie
-Może być,dziękuję. 
Łazienka była wyposażona w prysznic i wannę.Chętnie zanurzyłabym się w niej ale nie chciałam spędzić tu kolejnej godziny.Weszłam po prysznic, na szafeczce obok były ułożone kosmetyki,co dziwne były tez damskie.No tak pewnie zagościła tu nie jedna dziewczyna,Will nie jest w końcu trędowaty.Nie wiem dlaczego ale trochę się zezłościłam,co mnie obchodzi ile on miał dziewczyn.Kiedy wyszłam spod prysznica założyłam koszulkę chłopaka.Była trochę za duża ale nie wyglądałam źle,Donny powiedziała,że ja wyglądam dobrze we wszystkim.Rozczesałam mokre włosy i kiedy miałam już wychodzić w kieszeni odezwał się mój telefon.Spojrzałam na wyświetlacz: "Don"
-No hej - odezwałam sie do słuchawki
-Gdzie ty się podziewasz!Twoja mama bombarduje mnie od rana telefonami bo ty nie odbierasz.Powiedziałam,że śpisz i masz rozładowany telefon. - zaczęła trajkotać jak najęta.
-Spokojnie,jestem u Willa...
-Co? - wybuchnęła -Miałaś być w szpitalu!Wiedziałam,że ta cała bajeczka to tylko na spławienie mnie.
-Spokojnie byliśmy w szpitalu ale wyniki nic nie pokazały więc mnie wypuścili.-skłamałam-Potem nie chciałam wracać do domu bo przecież była wersja,że śpię u Ciebie,prawda? - wytłumaczyłam
-Co ty w ogóle robisz? - zapytała zrezygnowana 
-Biorę prysznic. - odpowiedziałam
-Mhmmm - mruknęła - Gdzie on mieszka przyjadę po Ciebie.
-Luz Don, przejdę się to nie daleko od mojego domu. - oznajmiłam - Słuchaj idę cos zjęść bo mi kiszki marsza grają,zobaczymy się potem?
-Okej, o piętnastej w "Dark"? - zapytała. O nieee tylko nie tam, przecież ludzie mnie rozpoznają.
-Nie możemy wyjątkowo gdzieś indziej?- jęknęłam
-Aaa, tak zapomniałam...No to w pizzeri na plaży? - zaproponowała - I wszystko mi wyjaśnisz - Żeby to było takie prostę - pomyślałam  sie rozłączyłam.
Will przygotował dla mnie ucztę jak na jakies przyjęcie.Nabrałam na talerz sałatkę owocową i nalałam kawy do kubka.Will spojrzał na mnie pytająco.
-Jestem wegetarianinem - Jego  wyraz twarzy zamienił się na zdziwiony ale nic nie powiedział.

Około piętnastej udałam się z Willem na umówione spotkanie z Donny.Powiedziałam mu że nie musi iść tam ze mną ale się uparł.Kiedy Don nas zobaczyła rzuciła się nam na szyję.
-O matko myślałam,że nie wytrzymam.Teraz mówicie co się do cholery wczoraj działo. - rozkazała
-Nie mów niczego,czego sama nie chciałabyś usłuszeć - szepnął mi do ucha Will kiedy Don odwróciła się by zając miejsce przy stoliku. Skinęłam i ruszyłam za nią.
-A więc - zapytała zniecierpliwiona
-Och... - zaczęłam niepewnie - Śmierć kliniczna,to się czasem zdarza. - Donny wyglądała na przerażoną.Cholera świetnie, miałam mówić to czego sama nie chciałabym usłyszeć
-To nic groźnego - dopowiedział za mnie Will
-To mi ulżyło, bo przez chwilę naprawdę wierzyłam w to całe powstanie z martwych. - uśmiechnęłam się sztucznie.
-Okej, zamawiamy coś? - zaproponowałam chcąc zmienić temat.
Po jakich 3 godzinach Will odprowadził mnie do domu, oczywiście mówiłam mu że to nie jest konieczne ale nie dał się spławić co mi w sumie odpowiadało,lubiłam go i jego towarzystwo.Kiedy weszłam do swojego pokoju stanęłam jak wryta. To co zobaczyłam było ogromnym dla mnie szokiem.

piątek, 19 września 2014, weroncia1799

Polecane wpisy